O rolling-release, jądrach i stabilności

Przeglądając linuksowe blogi, fora czy też filmiki na YT – zarówno polskie jak i anglojęzyczne – często spotykam się z dziwnymi opiniami o dystrybucjach ciągłych rolling-release i ich rzekomej niestabilności. Można przeczytać lub usłyszeć na przykład, że:

  • dystrybucje rolling-release psują się po aktualizacjach,
  • musisz być nie wiadomo jak zaawansowanym użytkownikiem, niemal znawcą Linuksa,
  • będziesz musiał po aktualizacjach naprawiać system… i to w czarnej konsoli, bez dostępu do środowiska graficznego

Generalnie opinie bardzo zniechęcające, opinie moim zdaniem oparte bardziej na wyobrażeniach ich autorów niż na rzeczywistym doświadczeniu.

Dobre rady

1. Trzymaj się gałęzi… stabilnej gałęzi

2. Bawiąc się jądrami, zostaw w spokoju jądro LTS

3. Aktualizacje na spokojnie i przy kawce